<title_newspaper="Przekrj"> 
<title_article="Kolega baranek"> 
<author_1=Stefania Grodzieska>
<author_2=>
<language=pl> 
<style=press> 
<year="1953">
<month="3">
<date=1953-03-16>
<period=w> 
<status=1_obieg>
<support=paper>
Jeli o mnie chodzi, to nie ma potrzeby opat do gowy. Od razu zrozumiaem, e to do mnie byo pite. Bo koczc przemwienie, Paprocki powiedzia: Jestem przekonany, e na sali znalazoby si wicej kolegw, popeniajcych podobne bdy. Jeszcze mnie utwierdzio, e nikt na mnie nie spojrza. To cakiem uzasadnione: wszyscy mieli mnie na myli, wic kady si wystrzega, eby na mnie nie spojrze. Ale ja jakby nigdy nic.
I jeszcze Kowalewski mnie upewni: wychodzimy z zebrania, a on mnie mija na korytarzu i mwi: pieszycie si, co? e niby uciekam z zebrania, na ktrym mnie skrytykowano. Ale udaj, e nie rozumiem, i odpowiadam z gupia frant, e piesz si, bo mam bilet do teatru. Na to Kowalewski si rozemia i mwi: Ho, ho, do teatru... Dobrze wam si yje! Nawet byem zadowolony, e puci farb. Znaczy, e zarzucaj mi zy styl ycia. Przynajmniej wiem.
Postanowiem nic nie da pozna po sobie, ale myl  moe lepiej nie i do teatru? Chocia z drugiej strony nasz zakad wykupi bilety, wszyscy zauwa, e mnie nie ma, i powiedz, e si przelkem.
Wic poszlimy ca paczk do tego teatru.. Wsiedlimy do tramwaju, za mn toczy si Pobiedziski i krzyczy: O, Baranek nie umie pcha si w tramwaju! Chcia przez to powiedzie, e w yciu umiem si pcha. A co on wie o moim yciu.
W teatrze oddaj okrycie do szatni, a lepkowski tak jakby mrugn do Pobiedziskiego. Doskonale zrozumiaem! Chcia mu zwrci uwag, e mam nowy paszcz i z jakich to zarobkw. Z pensji! Sta mnie, to kupiem. Prosz, niech sprawdz, zamiast posdza Bg wie o co. Ale ja nic.
Wchodz na widowni i siadam. 
</support> 
</status> 
</period> 
</date> 
</month> 
</year> 
</style> 
</language>
</author_2> 
</author_1> 
</title_article> 
</title_newspaper>
